Drogi Rodzicu!

Jak co roku przy uruchamianiu nowych grup szachowych dla dzieci powtarzają się podobne sytuacje:

1. Do grup, w których uczymy się od zera zapisywane są dzieci, które:
- bardzo dobrze opanowały już zasady gry. Jeszcze nie grają na wysokim poziomie, ale nie mylą figur, znają bicie w przelocie, odróżnią mata od pata. Takie dzieci bardzo często nudzą się na zajęciach, na których poznajemy poszczególne figury, pojęcie szach, mat, pat itp. Mój program zakłada, że po 15 spotkaniach dzieci znają zasady gry i mogą rozegrać poprawnie partię. A 15 spotkań to ok. 4 miesiące. Przez te 4 miesiące dziecko, które wszystko wie, po prostu się nudzi, często rozwala zajęcia, bo zna odpowiedź na wszystkie pytania i nie daje szans innym, przez co inne dzieci się blokują a delikwent raczej nie znajduje poklasku.
- na szybko zostały uczone ruchów i zasad, żeby ułatwić start i żeby na tle innych dzieci, które z szachami nie miały styczności, wyróżniało się i czuło się pewniej. Kompletnie nie ma takiej potrzeby. Jeśli trener prowadzi zajęcia z głową, bez pośpiechu, nie chce z uczestników robić zawodników na już, to 90% dzieci załapuje temat. A jeśli do tego powtórzycie materiał z zajęć w domu, możecie być spokojni, że Wasze dziecko będzie w tych 90%. 

2. Z drugiej strony, na zajęcia "kontynuacja" lub "zaawansowane" trafiają dzieci, które:
- dobrze radzą sobie w szkole i chcą nauczyć się grać w szachy - tu jest spore ryzyko, że szóstka z polskiego i piątka z plastyki nie przełożą się od razu na wygrane na szachownicy. Takie dziecko nie ma pojęcia co się dzieje na zajęciach i szybko zraża się, bo po raz pierwszy w życiu jest outsiderem w grupie.
- poznały zasady i ograły wujka a wujek to autorytet, bo jest jedyną osobą w rodzinie, która zna zasady i gra w szachy od 30 lat! Nie wiadomo tylko, jak często (czy co miesiąc w turnieju czy od zjazdu rodzinnego do zjazdu rodzinnego) i na jakim poziomie. Jak miałem 6 lat też kilku wujków na rodzinnych imprezach ograłem. Jak się później okazało, faktycznie grałem nieźle. To, że wujkowie przy okazji imprezy pili % a ja nie, nie miało przecież znaczenia. Na pewno!

Trochę oczywiście generalizuję. Generalne założenia mają to do siebie, że w konkretnym przypadku mogą się nie sprawdzić. 
Dlatego, Drogi Rodzicu, zanim poślesz dziecko na szachy, porozmawiaj z prowadzącym. Wspólnie weźcie pod uwagę:
- jaką szachową historię ma dziecko (jak długo gra, w jaki sposób się nauczyło, czy grało w turniejach, czy ma kategorię itp.)
- jak funkcjonuje w grupie, w której jest słabsze/lepsze od pozostałych (czy porażki je motywują czy paraliżują; czy przesadnie gwiazdorzy, wywyższa się, kiedy ogrywa wszystkich)
- czy podejrzewacie, że szachy będą towarzyszyły Wam dłużej, czy to tylko przygoda na kilka miesięcy, bo nie ma innych zajęć w okolicy (jeśli myślicie długofalowo, nie ma pośpiechu i często lepiej zacząć ponownie od zera, ale już u profesjonalnego trenera, który odpowiednio pokieruje dziecko)
- zapytajcie o pomysł na prowadzenie zajęć, bo każdy ma inny warsztat 
To pozwoli Wam dokonać odpowiedniego wyboru, unikniecie zniechęcenia do szachów po pierwszych zajęciach i zwiększycie szanse, że Wasze dziecko będzie się dobrze bawiło grając w szachy w długim okresie.

Nie dajcie się też wciągnąć w teksty, że już po pierwszych zajęciach w grupie od zera dzieci będą w stanie rozegrać partię. Nie będą. Owszem, są (pseudo)instruktorzy, którzy tak uważają. Są rodzice, którzy szczycą się, że ich 5-letni syn już gra w szachy. Nie bierzcie udziału w tym wyścigu. Bardzo często to tylko pozory. Często znają zasady, maja coś wykute, ale nie rozumieją kompletnie, o co cho i dlaczego tak. Ale na laikach wrażenie zrobi kilkulatek grający z dorosłym. Fajnie, ale co z tego?

Własnego syna zacząłem "uczyć gry", kiedy miał dwa lata. Zaczęliśmy od pionów. Dziś ma lat 4 i dalej poza piony nie wyszliśmy. Czy jest szachowym beztalenciem? Nie wiem, chyba nie. Po prostu gramy tylko wtedy, kiedy on chce. Nie wprowadzam kolejnych figur, bo jeszcze nie opanował dobrze ruchów i bicia pionami (już jest całkiem nieźle, ale pewnie nieco się podłamie, kiedy dowie się o biciu w przelocie). To po co miałbym mu jeszcze utrudniać temat i pokazywać ruch skoczkiem :). Pewnie zabieram mu szansę na zdobycie Mistrza Polski Przedszkolaków, ale cóż, trudno. Nawet gdybym narzucił reżim treningowy, pewnie i tak znalazłby się jeszcze większy szaleniec i mogłoby być ciężko o złoto (żeby nie było, nie twierdzę, że rodzic któregoś z dotychczasowych MPP jest takim przypadkiem). Wierzę natomiast, że zwiększam szanse, że szachy polubi i może w późniejszym wieku dojdzie do ciekawego poziomu. 

Szachy polecam wszystkim dzieciom, ale zawsze bez spiny i pośpiechu! Ciekaw jestem jakie były Wasze początki.

P.S.
Z drugim synem zacząłem dzisiaj. Pokazałem mu piony. Ma 1,5 roku. Może zdążymy na MPP!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Genialne ruchy na chess.com

Gra on-line a jednak w realu?

Czy w szachach postępy robi się skokowo, czy stopniowo?