Gra on-line a jednak w realu?
Częstym problemem, z powodu którego szachiści preferują grę on-line zamiast przy prawdziwej szachownicy jest brak przeciwnika, konieczność dojazdu czy dopasowania terminu do drugiej osoby. Takie osoby grają na komputerze lub telefonie i raz, że szkodzą własnym oczom a dwa, że często mają potem kłopot z przestawieniem się na grę w tradycyjnym wydaniu, np. podczas turnieju.
Czy zatem odpuścić grę on-line? I tak i nie. Ja stosuję natomiast rozwiązanie, które:
1. likwiduje problem braku przeciwnika
2. likwiduje problem dojazdu
3. likwiduje problem dopasowania terminu do drugiej osoby
4. minimalizuje czas, w którym moje oczy patrzą w ekran.
I to wszystko na raz!
Kiedy chcę zagrać partię treningową, ustawiam moje ulubione bierki na mojej ulubionej szachownicy i dopiero wtedy odpalam grę online. Kiedy gra się rozpoczyna, na szachownicy przestawiam ruchy swoje oraz przeciwnika. To częsty argument, że to nie odzwierciedla prawdziwej partii i tu nie będę dyskutował. Fizyczne wykonywanie posunięcia przeciwnika oraz podwójne wykonanie własnego ruchu (na szachownicy i ekranie) traktuję natomiast jako zamiennik zapisywania ruchów na blankiecie i przebicie zegara. Odpalam zatem partię 15'+10"" na chess.com, gram na własnym zestawie szachowym a na ekran patrzę tylko wtedy, kiedy usłyszę alert o posunięciu - na urządzeniu warto podnieść dźwięki na maxa, żeby usłyszeć je nawet będąc głęboko zamyślonym. Dopiero, kiedy na zegarze mam mało czasu, np. poniżej minuty przy wspomnianym tempie gry, dopuszczam grę wyłącznie na ekranie i ewentualny powrót na deskę, jeśli nabiję trochę dodawanego czasu.
Tadam.
A w praktyce wygląda to tak:

Komentarze
Prześlij komentarz