O debiutach słów kilka
Na trening szachowy składa się wiele elementów. Jednym z nich jest poznanie debiutów szachowych. Wiadomo, że zawodowcy przeznaczają na nie mnóstwo czasu, analizują pozycje z komputerami, szukają nowinek lub linii, które mogą skomplikować sytuację przeciwnika, wspierają się pomocą innych szachistów, często słabszych, ale będących specjalistami w danym otwarciu. A zatem nauka debiutów...
... to dla większości strata czasu!
"No ale jak?"
to pytanie wielu osobom nasuwa się natychmiast i popierane jest często argumentem: "skoro zawodowcy je trenują, to czemu ja miałbym tego nie robić?" Ano dlatego, że zawodowcy opanowali już inne, ważniejsze elementy gry a Ty nie! Wraz ze wzrostem siły gry procentowa ilość czasu przeznaczana na debiuty powinna się zwiększać. Są tacy, którzy uważają, że do poziomu 2000 ELO nie powinno się uczyć debiutów wcale! Sam mam ELO niższe i trochę mnie to boli, że jeszcze nie gram na tyle dobrze, żeby w ich oczach być godnym nauki debiutów, ale cóż, w swoich treningach skupiam się na innych obszarach. Debiuty poprawiam jedynie analizując ruchy, które wchodzą mi w krew a regularnie i znacząco pogarszają osiągane przez mnie pozycje podebiutowe.
"Ale jeśli już w debiucie zrobię dużo błędów, to będę miał przegraną!"
Tiaaaa. Jakby powodem porażki była nieznajomość debiutów. Większość partii graczy początkujących, powiedzmy do II kategorii włącznie (sorry), przegrywa bądź remisuje wygrane partie przez elementarne:
- podstawienie materiału
- niewykorzystanie podstawienia materiału przez przeciwnika
- podstawienie prostej taktyki
- niewykorzystanie podstawienia prostej taktyki przez przeciwnika
- nieznajomość elementarnych końcówek
Skoro tak duże znaczenia mają podstawki materiału czy prostych taktyk, to właśnie na nich się skupmy na początku. Analizujmy każdy ruch przeciwnika pod kątem nowych zagrożeń, które spowodował. Sprawdzajmy, czy nasze bierki są atakowane i czy są dostatecznie bronione. To samo w drugą stronę - szukajmy nie bronionych bierek u przeciwnika i starajmy się je atakować. Jeśli opanujemy ten element gry, to będzie duży progres, serio. A debiuty? Trzymaj się kilku podstawowych zasad i będzie dobrze:
- walcz o centrum
- rozwiń lekkie figury
- zabezpiecz króla
- nie wykonuj ruchów tą samą lekką figurą, jeśli nie ma to uzasadnienia (np. ucieczka spod ataku lub zbicie wiszącej bierki przeciwnika)
- połącz wieże
- nie wyprowadzaj hetmana zbyt szybko i agresywnie do gry
Oczywiście nawet trzymając się tych zasad będziesz czasem przegrywać. Zdarzy się nawet, że przegrasz jeszcze w debiucie, bo akurat trafisz na jakąś pułapkę. Nie przejmuj się, nie jesteś pierwszy(a). To tylko jedna partia, następnym razem zagrasz w kluczowej pozycji inaczej, jeśli tylko trenujesz jak należy i analizujesz swoje partie. Pamiętaj też, że większość pułapek debiutowych opiera się na podstawce materiału lub prostej taktyki, więc wracamy do elementarza.
"Ale dzięki dobremu przygotowaniu debiutowego zdobywam dużo punktów!"
No tak, dziś może tak. Wskoczysz na wyższy poziom, będziesz grać z lepszymi zawodnikami, którzy też debiuty nieźle ogarniają, nie będzie elementu zaskoczenia i nagle przyjdzie fala porażek. Pytanie czy interesuje Cię granie na niskim, ale stałym poziomie, czy chcesz swoje szachy rozwijać. Jeśli to pierwsze, wkuwaj debiuty na pamięć i łap przeciwników na pułapki! Zwycięstwa będą efektowne a że ze słabymi przeciwnikami, trudno! Jeśli natomiast chcesz iść w górę, poświęć więcej czasu na zrozumienie gry, w którą grasz. Strategia, końcówki, taktyki, analiza partii arcymistrzów i własnych - na tym się skupiaj.
Kiedyś na turnieju byłem rozstawiony i w pierwszej rundzie dobierałem niżej notowanego przeciwnika. Rozegrał mnie w debiucie. Po partii już na korytarzu nie widząc mnie powiedział koleżance lekceważącym mnie tonem: "do 17. ruchu grał mi to, co Ci ostatnio pokazywałem". Ja jak gram, to nawet nie wiem, czy jest ruch 9. czy 15. a on miał tę linię opracowaną i wiedział, że był 17. Linię oczywiście nie główną, bo raczej nie gram takich przez to, że mało się debiutom poświęcam. Nie była to też pułapka debiutowa, po prostu stanąłem źle i strategicznie miałem dużo słabszą pozycję, której już nie wyciągnąłem. Przeciwnik miał ranking 350 oczek niższy, ale biorę to na klatę i traktuję to jako koszt rankingowy zmniejszający przychód. Ważne, żeby dochód był na plusie. Porażkami z niższymi rankingami nie ma się przecież co przesadnie przejmować, bo to, że ktoś ma 2000 ELO oznacza, w dużym uproszczeniu, że raz zagra na poziomie 1700 a raz, 2300. A ktoś o rankingu 1600 ELO zagra raz jak 1400 a raz, 1800. No i jak ten lepszy zagra swój dół a ten słabszy swoją górę, no to słabszy wygra. Warto to sobie uświadomić, bo dzięki temu schodzi presja związana z byciem faworytem.
Mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi, skierujecie swoje treningi w inne tematy, niż debiuty. A jeśli macie jeszcze inne "ale", dajcie znać w komentarzach :)
Czy jest sens grac bullety?
OdpowiedzUsuńjeśli je lubisz, to pewnie, ale nie licz, że to wpłynie na szybkie podniesienie poziomu gry. Blitze i bullety mogą się przydać przy nauce jakiegoś otwarcia, bo możemy w krótkim czasie się w nim ograć, zobaczyć, jak grają przeciwnicy, które linie wybierają, sprawdzić, czy pamiętamy, co powinniśmy grać.
OdpowiedzUsuńAle tu trzeba wrócić do powyższego posta - trenowanie debiutów zostawmy na później, jak już będziemy na wyższym poziomie.