Szachownica klasyczna czy wirtualna?
Znane strony szachowe, które oprócz gry umożliwiają naukę, wydają się idealnym rozwiązaniem do podnoszenia umiejętności. Szachowe książki to dla wielu przeżytek. Dlaczego jest to błędne podejście?
Przejrzyj na oczy
Wiele osób, które przesiadają się z gry na komputerze na prawdziwą szachownicę, ma duży problem ze zmianą optyki. Patrząc na ekran widzimy obraz 2D i patrzymy na pionową szachownicę. Siedząc przy stole, patrzymy na szachownicę poziomą z góry z ukosa, mając ją przed sobą. To już spora zmiana a do tego częstym problemem są znikające pionki za wieżą czy gońce za króle. Jeżeli chcemy grać w szachy w realu, powinniśmy przyzwyczajać wzrok i mózg do tych warunków. Nasz mózg dostaje również więcej bodźców, m.in. przez wspomniany już widok w trzech wymiarach, ale również dzięki dotykowi bierek. Już z tych powodów bardziej angażujemy się w grę grając na szachownicy. Nie powinniśmy się przejmować początkowymi trudnościami, ponieważ już po kilku sesjach treningowych zauważymy znaczne postępy. Nasze oczy też nam za to podziękują, ponieważ i bez szachów są ciągle narażone na niekorzystne działania wszelakich monitorów czy wyświetlaczy.
Często słyszę, że bzdury gadam, bo w dzisiejszych czasach profesjonalni szachiści trenują z komputerami. Nie ma co do tego wątpliwości, ale właśnie, profesjonaliści to słowo klucz w poprzednim zdaniu. Profesjonaliści, którzy przed prawdziwą szachownicą spędzili i będą spędzali znaczną część swojego życia. Trening prosów a trening amatorów czy półamatorów, to dwie inne dyscypliny. Jeśli chcesz być prosem, trenuj jak oni, czyli rzuć robotę, poświęć się szachom a dalszą część tego tekstu możesz odpuścić. Na tym blogu skupiam się na amatorach i półamatorach (wybaczcie określenia, sam uważam siebie za półamatora choć może lepiej brzmi półprofesjonalista), którzy chcą się szachami bawić i regularnie podnosić poziom gry oraz dzieciach oraz ich rodzicach, które treningi szachowe traktują bardzo poważnie.
Powrót do korzeni
Dlaczego zatem twierdzę, że dla takich osób trening i granie na prawdziwej szachownicy mogą być skuteczniejsze? Kilka powodów już wymieniłem, ale tematu one nie wyczerpują. Jeszcze nie tak dawno temu, kiedy komputery szachowe nie były tak silne i powszechne, szachiście mieli do dyspozycji głównie książki. Studiując książkę musieliśmy do wielu rzeczy dojść sami. Jeśli książka była odpowiednio dobrana do poziomu gry (były fragmenty zrozumiałe i nie przesadnie trudne), to nawet jeśli w analizie nie podawana była linia, która nam wydawała się optymalna, można było samemu znaleźć odpowiedź przeciwnika. Czasem zajmowało to kilka, kilkanaście minut i można było mieć wrażenie, że w ciągu godzinnego treningu nie zrobiliśmy za wiele, ale jeśli faktycznie skupiliśmy się na analizie pozycji, szukaniu linii obrony, wszystkich możliwych odpowiedzi, to ten czas nie był stracony. To po prostu procentuje przy szachownicy w trakcie partii. Skupienie na problemie i jego rozwiązaniu, cierpliwość – to umiejętności potrzebne każdemu szachiście. Nie widzę nic złego w sprawdzeniu pozycji z komputerem, jeśli nie widzimy rozwiązania, ale nie róbmy tego od razu a dopiero po możliwie głębokiej analizie, na jaką nas stać. Jeśli natomiast zrobimy to od razu, przejedziemy z silnikiem wszystkie linie, zaspokoimy swoją ciekawość, ale… najprawdopodobniej niewiele zrozumiemy i zapamiętamy. Komputer, oprócz dużego wsparcia, jest pokusą, aby ułatwić sobie życie. A drogi na skróty nie ma. Trenując amatorsko powinniśmy skupić się na zrozumieniu a nie na zapamiętywaniu. Szachowa pamięciówka przyjdzie później. Sam widzę, jak zmieniło się podejście początkujących graczy i co gorsza, instruktorów albo pseudoinstruktorów na przestrzeni lat. Wielu idzie ślepo w nowe technologie. Sam jako dziecko trenowałem w drugiej połowie lat 90. po czym porzuciłem na szachy na kilkanaście lat. Mój trening, oprócz treningu w klubie oraz z indywidualną trenerką, skupiał się na połykaniu wręcz kolejnych książek. Szachy i książka towarzyszyły mi na każdym wyjeździe. Szachy, nie komórka z zainstalowaną apką.
Czy komputer ma zatem jakieś plusy?
Nie chcę, żeby ktoś odniósł wrażenie, że jestem stary dziad, który ciągle mówi: „kiedyś było lepiej”. Tych, którzy tak odbierają ten wpis, odsyłam do pierwszego tekstu na tym blogu, który poświęciłem trenowaniu z komputerami właśnie. Oczywiste jest to, że do nauki szachów czasy są lepsze, bo oprócz dawnych możliwości, mamy nowe. Kiedy zatem komputer może być skuteczniejszy od książki/treningu przy szachownicy? Na pewno w rozwiązywaniu prostych zadań, które mają na celu opanowanie podstawowych matów, taktyk itp. W ich przypadku rozwiązanie często zajmuje mniej czasu niż samo ustawienie danej pozycji, dlatego można je rozwiązywać patrząc na diagram. Jest bardzo dużo książek z zadaniami i ich rozwiązywanie na pewno nikomu nie zaszkodzi, ale baza pozycji w programach czy na stronach komputerowych jest nieporównywalnie większa, zadania dostosowywane są do poziomu gracza, możemy je łatwo filtrować, np. pod kątem taktyki, którą chcemy przećwiczyć. Wraz ze wzrostem trudności zadań, gdzie analiza może trwać kilkanaście minut, warto już pozycje ustawiać na szachownicy. Samo ustawianie może być wtedy chwilą odpoczynku między kolejnymi przykładami.
Strony internetowe dają nam również możliwość gry z człowiekiem w niemalże każdej chwili, nawet w przypadku pandemicznych lockdownów. Jeśli są to partie szachów szybkich (a jak wiecie, w celach treningowych na tym etapie błyskawicznych nie polecam), dobrą praktyką jest jednak przestawianie bierek na prawdziwej szachownicy.
A jaka szachownica będzie najlepsza?
Jeśli chcemy przesiąść się na grę na prawdziwej szachownicy, ważnym aspektem jest też dobór odpowiedniego zestawu. Wbrew pozorom wybór może okazać się trudny, bo pod uwagę trzeba wziąć m.in. częstotliwość treningów, możliwości przechowywania, transportowania, rozmiar, wykonanie, miejsce, w którym planujemy go używać, ale ten temat poruszę w jednym z kolejnych wpisów.
A jak wygląda Wasz trening szachowy pod omawianym kątem?
Komentarze
Prześlij komentarz